Czym jest biznes społecznie odpowiedzialny (CSR – Corporate Social Responsibility)? Jest to koncepcja, według której przedsiębiorstwa powinny uwzględniać interesy społeczne, zarówno własnych pracowników, jak i społeczności lokalnych, a także ochronę środowiska. Przegląd raportów dotyczących CSR-u ujawnia, że sporo działań z tego zakresu dotyczy ochrony przyrody. Są to między innymi akcje sadzenia drzew, tworzenie zielonej infrastruktury, zakładanie miejskich pasiek, czy działania na rzecz ochrony różnych gatunków. Generalnie trend ten jest pozytywny, jednak musimy zwrócić uwagę na to, aby realizowane przez nas projekty nie przyniosły więcej szkody niż pożytku. Aby podejść do tej kwestii odpowiedzialnie, powinniśmy zrozumieć kilka ważnych pojęć z zakresu ochrony przyrody.

 

 

Czym są gatunki inwazyjne? 

 

Jednym z najważniejszych terminów jest bioróżnorodność, czyli bogactwo i rozmaitość form życia. Określa się ją na trzech poziomach: genetycznym (np. różne odmiany owoców, rasy zwierząt hodowlanych), gatunkowym (wielość gatunków roślin i zwierząt) oraz ekosystemalno-siedliskowym (np. różne typy lasów lub łąk). Z punktu widzenia ochrony przyrody najcenniejsze są gatunki rodzime, a nie obce, w szczególności inwazyjne, które lokalnej przyrodzie mogą zagrażać. Przykładem gatunków inwazyjnych, które mocno się rozrastają w dolinach rzek i zmieniają krajobraz między innymi w dolinie Odry we Wrocławiu, są rdestowce. Zajmują one duże powierzchnie i zacieniają podłoże, co ogranicza możliwości kiełkowania i rozwój rodzimych gatunków. W warunkach ocieplania się klimatu takim gatunkiem inwazyjnym może stać się sadzony w parkach i ogrodach bambus.  

 

Co dobrego daje nam środowisko? 

 

Kolejną istotną koncepcją przyrodniczą są usługi ekosystemowe, czyli korzyści czerpane przez ludzkość ze środowiska. Są to role, które przyroda pełni względem cywilizacji oraz warunki i procesy, dzięki którym naturalne ekosystemy i gatunki podtrzymują nasze życie.

 

Usługi te dzielimy na

  • zasobowe, czyli dostarczanie przez przyrodę, takich produktów, jak żywność, włókna, paliwa, substancje lecznicze, woda pitna; 
  • kulturowe, czyli niematerialne korzyści osiągane dzięki przyrodzie, takie jak wartości religijne i duchowe, estetyczne, edukacyjne, naukowe, a także warunki dla wypoczynku, turystyki i rekreacji; 

 

 

  • regulacyjne, czyli korzyści z regulacyjnego działania układów ekologicznych, takie jak regulacja jakości powietrza i klimatu, retencja wody, zapobieganie erozji gleby, oczyszczanie wody i utylizacja odpadów, kontrola szkodników, zapylanie roślin; 
  • wspierające, czyli funkcje podtrzymujące życie na naszej planecie, takie jak tworzenie gleb, fotosynteza jako źródło tlenu, krążenie substancji odżywczych (np. azotu, fosforu), czy też krążenie wody w przyrodzie. 

 

Zielona infrastruktura, czyli jaka? 

 

Proekologiczne działania z zakresu CSR-u często mają na celu ochronę bioróżnorodności oraz wzmacnianie usług ekosystemowych. Jedną z metod osiągnięcia tych celów jest rozwój zielonej infrastruktury. W miastach są to głównie tereny zielone, kwietne łąki, zielone ściany, torowiska, dachy, a także kwietniki i ogrody.

 

 

Tematem dyskusyjnym są trawniki i ich koszenie. Pielęgnacja tradycyjnych trawników wymaga ogromnych ilości wody, a częste koszenie nie sprzyja bioróżnorodności. Nisko skoszona trawa nie chroni też przed suszą, co w obliczy nasilających się upałów i braku wody kończy się zwykle nieestetycznym ścierniskiem zamiast zielonej łączki. Obserwacje nasadzeń na nowych osiedlach także nie nastrajają optymistycznie. Geometryczne układy z otoczonych korą traw i iglaków nie mają wiele wspólnego z zieloną infrastrukturą. Nawet kwietne łąki nie zawsze są tym, czym powinny, gdyż wysianie mieszanki obcych gatunków kwiatów niewiele ma wspólnego z tą ideą. Czasami lepiej po prostu byłoby zaprzestać koszenia, aby nasze lokalne tzw. chwasty typu mniszek, czy krwawnik po prostu się rozrosły. Jak zatem widać działania z tego zakresu powinny być prowadzone „z głową”, a najlepiej w konsultacji z przyrodnikami.

 

Należy pamiętać, aby przede wszystkim sadzić gatunki rodzime i sprzyjające usługom ekosystemowym, a zatem

  • miododaje (np. chabry, dziurawiec, koniczyna, macierzanka, lebiodka, mniszek, żywokost), 
  • będące schronieniem dla zwierząt (czyli zwarte kompleksy zieleni, a nie samotne drzewka wciśnięte w beton), 
  • wzmacniające retencję wody i chroniące glebę przed erozją (czyli okrywowe np. bluszcz, barwinek, paprocie), 
  • dające cień w upały (drzewa liściaste, a nie tuje!), 
  • będące źródłem pokarmu i siedliskiem dla ptaków (np. dzikie róże, czarny bez, tarnina, jarzębina, berberys, dereń). 

 

Jak chronić pszczoły? 

 

Jednym z popularnych działań, z pozoru proprzyrodniczych, jest zakładanie miejskich pasiek w celu ochrony pszczół. Niestety opinia naukowców na ten temat jest negatywna. Oddajmy im głos, przytaczając opinię z portalu Nauka dla przyrody (www.naukadlaprzyrody.pl/): 

 

Geneza problemu ma źródło w dość powszechnym przekonaniu, że słowo „pszczoła” odnosi się tylko do jednego spośród ponad 470 stwierdzonych w Polsce, konkretnego gatunku: pszczoły miodnej (Apis mellifera). Występuje ona w wielu rejonach świata i jest powszechnie użytkowana przez człowieka. (...) Mimo spadku liczby rodzin pszczelich w pewnych regionach świata, ich globalna liczba rośnie zarówno w skali światowej, jak i w Polsce. Zatem zakładanie nowych pasiek trudno uważać za formę ochrony pszczoły miodnej. Tym bardziej działalność taka nie chroni dziko żyjących gatunków pszczół. (...) Zapylanie kwiatów przez różne gatunki dziko żyjących pszczół jest niejednokrotnie bardziej efektywne, skutkuje liczniejszymi i lepszymi jakościowo nasionami oraz owocami, w porównaniu do efektów zapylenia przez pszczołę miodną. Jednocześnie, wśród dzikich pszczół są gatunki rzeczywiście zagrożone wyginięciem zarówno w skali globalnej, jak i w skali lokalnej. (...) Badania naukowe wskazują, iż w pewnych wypadkach zwiększona liczebność pszczoły miodnej może bezpośrednio zagrażać dzikim gatunkom pszczół. Duża liczba rodzin pszczelich (a w jednej zdrowej rodzinie może żyć nawet 80 000 robotnic), szczególnie w połączeniu z ograniczoną bazą pokarmową, może powodować konkurencję o pokarm zarówno pomiędzy poszczególnymi rodzinami, jak i pomiędzy pszczołą miodną a dzikimi gatunkami. Badania pokazują, że obecność hodowlanej pszczoły miodnej może zmniejszać zarówno liczebność, jak i różnorodność dzikich pszczół, co może skutkować obniżeniem jakości zapylania. (...) Aby zapobiegać negatywnym skutkom obecności użytkowej pszczoły miodnej w środowisku, nie należy utrzymywać jej w zbyt dużym zagęszczeniu, powinno się nawet ograniczać je w miastach oraz na obszarach o większej wartości przyrodniczej, gdzie pszczoła miodna mogłaby konkurować z wrażliwymi i rzadkimi dzikimi gatunkami pszczół.

 

Co warto zrobić? 

 

Najlepszym, co możemy zrobić dla wszystkich zapylaczy jest sadzenie roślin miododajnych, walka z betonozą i presją inwestycyjną na tereny zielone, a także tworzenie w parkach miejskich ostoi dzikiej przyrody, gdzie nie usuwa się martwego drewna i suchych roślin, co da to schronienie nie tylko pszczołom, ale również innym zwierzętom. 

 

 

 Dobrym pomysłem są też hotele dla owadów, ale pod warunkiem, że te owady będą miały co jeść. Należy też unikać herbicydów i zbyt częstego koszenia trawników. 

 

Firmy, którym bliskie są idee CSR-u, powinny wziąć sobie do serca powyższe zalecenia, przede wszystkim, projektując własne budynki i otaczającą je przestrzeń, gdyż mają tam duże pole do popisu. 

Zobacz także