Samanta Czaus

Między nami

Poznaj studentów, absolwentów i wykładowców Wyższych Szkół Bankowych

Samanta Czaus

Charakter na 170 centymetrów

Samanta Czaus
studentka I roku Turystyki i rekreacji WSB we Wrocławiu

Podziel się:

Skakanie wzwyż rozpoczęłam bardzo wcześnie - w czwartej klasie podstawówki.  Jestem wysoka. Próbowałam sił w różnych dyscyplinach: była piłka ręczna, siatkówka, biegi, jednak to skok wzwyż najbardziej mnie wciągnął. W dużym stopniu zawdzięczam to trenerom, którym zależało na moich osiągnięciach. Pochodzę z Chełma, który jest 15-20 km od granicy ukraińskiej. Skok o tyczce nigdy nie był tam możliwy ze względu na finanse - to są dość ubogie okolice Polski.  Skok wzwyż był prostszy, bo w podstawówce były wymagane jedynie materace do ćwiczeń. Moje pierwsze zawody to był przypadek. Nauczyciel W-Fu zabrał mnie z lekcji, więc z chęcią poszłam na zawody. Szybka szkoła jazdy tuż przed skokiem: „biegniesz, skaczesz, schodzisz z materaca i wygrywasz”. Mój pierwszy rekord to 125cm. Wygrałam te zawody i to dało mi siłę do dalszego trenowania. Wrażenia? Niezapomniane. Euforia, niedosyt, nadzieja i wizja poprzeczki na coraz wyższych wysokościach. Uczucie rywalizacji i moment, w którym zdobyło się daną wysokość, na którą pracowało się cały rok to niezastąpione wrażenia. Czasami to był centymetr różnicy, ale satysfakcja nie miała granic. Niepokój do momentu opadnięcia poprzeczki był ogromny, bo dopiero kiedy miałam pewność, że jej nie straciłam – wiedziałam, że mogę świętować sukces. 

170 cm to mój rekord życiowy. Zdobyłam go w pierwszej klasie liceum. W czasie, w którym zdobyłam swój rekord, pierwsza piątka była w stanie osiągnąć taką wysokość, a reszta około 150-160 cm. W skoku wzwyż każdy centymetr robi różnicę. Naprawdę trzeba być drobiazgowym, na tym to polega. Bardzo ważna jest waga ciała. Często zmagałam się z wyrzeczeniami, aby móc zrobić plan jaki był postawiony pod koniec sezonu - na przyszły sezon. Trenerzy bardzo zwracali uwagę na nasze nawyki żywieniowe, styl życia i   nastawienie. Bardzo nas w tym wspierali.

W momencie kiedy dowiedziałam się o mojej kontuzji, świat zatrzymał mi się jak auto bez paliwa. Jestem świadoma, że nie skakałam na rekordowe wysokości, ale skok wzwyż był dla mnie jak powietrze. 6-7dni w dni w tygodniu trening - to jak posiłek, który trzeba zjeść, żeby mieć siłę na każdy dzień. Do dzisiaj obserwuję aktualne rekordy, oglądam większość zawodów i utrzymuję kontakt z moimi trenerami, którzy kształtowali mój charakter przez wiele lat. Nie żałuję ani jednego treningu i chwili spędzonej na stadionach. Moje skromne 170 cm to dla mnie sukces i fundament mojego charakteru, a przede wszystkim wspaniałe wspomnienia i znajomości które trwają do dziś.