Piotr Sylwestrzak

Między nami

Poznaj studentów, absolwentów i wykładowców Wyższych Szkół Bankowych

Piotr Sylwestrzak

Ostatnie 15 minut!

Piotr Sylwestrzak
absolwent studiów podyplomowych WSB we Wrocławiu

Podziel się:

Na słowo Aconcagua zawsze reagowałem ze szybszym biciem serca. Odkąd zacząłem chodzić po wysokich górach, to na mojej „liście celów” znajdowała się ta góra. Wiedziałem, że wysokość 6962 m n.p.m. będzie najwyższą, jaką do tej pory zdobyłem. Wszystkie wcześniej zdobyte szczyty (Kilimanjaro, Mount Blanc, Elbrus, Ojos del Salado) nie miały w tym momencie żadnego znaczenia.

Aconcagua, góra zwana przez Inków- Kamiennym Strażnikiem, jest najwyższym szczytem nie tylko dwóch Ameryk , ale także najwyższym wznoszącym się poza Azją. Występują tam silne wiatry, dlatego górę tę nazywają „ Górą wiatrów”.

Nasza ekipa liczyła osiem osób - sześciu mężczyzn i dwie kobiety. Od początku wiedzieliśmy, że w trakcie wspinaczki, mamy tylko jeden dzień rezerwowy, ponieważ po zejściu z gór mieliśmy już zarezerwowane bilety na Wodospady Iguazu. Założyliśmy, że musi się udać.

Wreszcie jestem w górach. Zasięg telefoniczny już dawno się skończył. Mamy telefon satelitarny, ale chcąc oszczędzać baterie, włączamy go tylko o ustalonych godzinach. Idzie się świetnie , humory dopisują, dochodzimy do 3400 m. n.p.m.- do obozu Confluencia.

Droga nie jest trudna , ale męcząca, bo długa… 20 km marszu w pełnym słońcu. Ale czujemy się świetnie, wszyscy mamy dobrą aklimatyzację. Po dotarciu do base camp sprawdzamy saturację - 90 % - jest dobrze. Mimo tego następnego dnia odpoczywamy. Zasłużyliśmy na to po pokonaniu ponad 1000 m. przewyższenia. Od tej pory wszystkie nasze bagaże musimy wnosić na plecach.

Do drugiego obozu dochodzimy zmęczeni. Wkrótce okuje się, że 5 osób cierpi na ból głowy. Moc tego bólu była tak wielka, że koledzy maratończycy, siedzą i nie mogą się ruszyć. Po maratonie nigdy ich w takim stanie nie widziałem. To było dla nas ostrzeżenie! Kolejnego dnia po śniadaniu, ruszamy w górę. Celem jest dojście do trzeciego obozu. Do góry ruszyło sześć osób, dwie pozostały ze względu na złe samopoczucie. Niestety nie dochodzimy do końca. Kolejne dwie osoby poczuły się gorzej. Zaczął padać śnieg, a nie wszyscy byli na to przygotowani. Ja czuję się znakomicie i chcę iść wyżej, ale skoro jesteśmy grupą, to trzymamy się razem. Schodzimy do bazy. Jest stromo i trzeba hamować, aby nie zsunąć się po piargu. W bazie Plaza de Mulas jesteśmy 25.01.15 – poniedziałek. Otrzymujemy świeże informacje dotyczące pogody na kolejne dni. Mamy okno pogodowe do czwartku, tego dnia popołudniem już będzie wiało ok. 55km/h, a potem już coraz gorzej. Decydujemy: dzień odpoczynku i ruszamy w górę! Będziemy mieć tylko jedną szansę na wejście. Albo się uda za pierwszym razem, albo góra nas pokona…

Rano ze względu na wiatr, opóźniamy wyjście, wyruszamy godzinę później. Plecaki znowu ciężkie. Za to jest dużo optymizmu. Świeci słońce. W  obozie rozstawiamy namioty. Jesteśmy na 5900 m. n.p.m. Ze względu na niską temperaturę, musimy jak najszybciej nabrać lodu, ugotować wodę, coś zjeść i położyć się do śpiwora. Na górze każda czynność wymaga niesamowitego wysiłku. W nocy temperatura spada do -20 C.  Po dziesiątej godzinie wspinaczki dopada mnie kryzys. „Już niedaleko. Już widać szczyt, ostatnie metry” -  powtarzam sobie w myślach. Przewodnik krzyczy: „ostatnie 15 minut!”. Próbuję motywować się w myślach. „Przecież jestem zwycięzcą!” Ale na wysokości 6950 m. n.p.m. nawet filmiki z YouTube nie wydają się śmieszne. Powoli, ale jednak bez przerw, idziemy do góry. Próbuję zjeść żel energetyczny, ale nie mogę przełknąć, więc wypluwam. Jeszcze kilka metrów może 10 , może 5. Przewodnik Sebastian uśmiecha się do mnie. Wykonuję  kilka ostatnich, mało sprawnych ruchów i wchodzę na płaską kopułę najwyższego szczytu Ameryki Południowej. Jak dobrze, że nie muszę wchodzić wyżej… Radość, zmęczenie, wszyscy się ściskamy. Powoli dochodzi do nas świadomość gdzie jesteśmy. Liczy się tylko to, że cała nasza ekipa weszła. Cała nasza 8! Jesteśmy na szczycie!  

 

a5.jpg

Piotr jest absolwentem studiów podyplomowych WSB we Wrocławiu na kierunkach: Zarządzanie produkcją, Zarządzanie projektem, Psychologia w biznesie.