Agata Szyniszewska

Między nami

Poznaj studentów, absolwentów i wykładowców Wyższych Szkół Bankowych

Agata Szyniszewska

Cząstka mnie

Agata Szyniszewska
studentka na kierunku Turystyka i rekreacja

Podziel się:

Wszystko zaczęło się w gimnazjum… Należałam do grupy wolontariuszy, którzy chodzili do pobliskiego domu spokojnej starości, aby spędzać czas z tamtejszymi ludzi. Pamiętam do dzisiaj jak pierwszy raz zobaczyłam ich twarze, dojrzałe, zmęczone i smutne. Jednak gdy nas zauważyli, wszystko się zmieniło. Stali się radośni i pełni wigoru. Nigdy nie zapomnę historii z ich życia i żartów jakie nam opowiadali. Wtedy już wiedziałam, że to jest to. Chce pomagać ludziom.

W późniejszych latach organizowałam w swoim mieście Mikołajki dla najuboższych dzieci, pracowałam jako wolontariusz w schronisku dla zwierząt i prowadziłam grupę wolontariuszy pomagającym dzieciom w nauce. Kiedy skończyłam 18 lat zarejestrowałam się w bazie DKMS jako potencjalny dawca szpiku kostnego i komórek macierzystych oraz jako dawca narządów (oczywiście po śmierci ;)). Jednak nadszedł czas studiów, musiałam wyjechać ze swojego rodzinnego miasta. Zamieszkałam we Wrocławiu. Szkoła, dom… i co dalej? Chciałam wypełnić chociaż troszkę swojego wolnego czasu na coś pożytecznego. Szukałam, szukałam i znalazłam. Fundacja DKMS szukała wolontariuszy do akcji rejestracyjnych. Wypełniłam kwestionariusz i za parę miesięcy sama rejestrowałam kolejnych potencjalnych dawców szpiku kostnego. Za pół roku kolejna akcja i kolejna. Aż do teraz. W lutym zobaczyłam informacje, że fundacja poszukuje studenckich ambasadorów. Pomyślałam, że czas samemu zorganizować Dzień Dawcy Szpiku „Dwa Wymazy i Do Bazy”. Pojechałam na szkolenie na którym poznałam wiele osób, które również kochają bezinteresownie pomagać. W kwietniu współorganizowałam wielką imprezę na wrocławskim rynku promującą rejestracje w bazie DKMS, a później sama zebrałam cudownych wolontariuszy i przeprowadziliśmy rejestracje na naszej uczelni. Zebraliśmy prawie sto osób. Dla kogoś może to być mało, ale dla mnie jest to sto istnień, które mogą uratować komuś życie.

Przede mną jeszcze wiele takich wyzwań. Mam nadzieję, że dzięki mojej postawie i innych studentów  na następnej akcji jeszcze więcej osób zdecyduje się pomóc. Tak nie wiele trzeba, lekarstwo na raka krwi mamy w sobie. Teraz wiem, że warto pomagać!  A może w przyszłości zadzwoni telefon i dowiem się, że dzięki cząstce siebie sama uratuje komuś życie…